W momencie, w którym się rozeszliśmy, udałem się do pokoju. Caroline zapewne po kierunku w którym się kierowała, szła na stołówkę. Stanąłem przed drzwiami i wsadziłem w nie klucz. Przekręciłem i otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka, plecak rzuciłem na fotel, a sam położyłem się na łóżku. -W końcu coś wygodnego. - nie miałem zamiaru iść spać. Wolałem przeczekać ten tłum osób i zjeść trochę później. Siedzenie w pokoju do najprzyjemniejszych nie należało. Chociaż było to jedyne miejsce, które mogłem mieć na własność. Chociaż ta własność, to też pod wielkim znakiem zapytania.
W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Wstałem i podszedłem do nich. Kogo tu przywiało, zapewne ktoś się pomylił, albo Caroline przyszła odebrać swoją "zapłatę" za pomoc. Taa... Oby tylko nie ona. Przynajmniej nie teraz. Otworzyłem drzwi, a przed nimi stało dwóch mężczyzn. Od razu zauważyłem, że są pracownikami tego więzienia. -Czego? - groźnym głosem wydobyło się z mych ust.
-Ostatniej nocy wyszedłeś z pokoju.
-A masz na to jakikolwiek dowód. - zmarszczyłem brwi.
-Twoje okno. - wskazał palcem.
-Przecież ono zawsze jest otwarte barany, nawet na takie coś nie potraficie zwrócić uwagi.
-Przestań zmyślać, wiemy, że to ty.
-A nawet jeśli to co? - przekręciłem lekko głowę.
-To idziesz z nami. - złapał mnie za rękę.
-Puszczaj! - agresja brała górę.
-Zamknij się, idziesz z nami. - przegiął i to dość szybko. Jeżeli mówię, żeby puszczał, to lepiej by tak robił. Wyrwałem dłoń i złapałem go za ubranie, po czym odepchnąłem na ścianę.
-Sam potrafię chodzić. Jeszcze raz mnie tknij, a rozwalę Ci ryj. - byłem poważny. Typek wstał, otrzepał się i wskazał ręką kierunek. - Ciesze się, że rozumiesz.
Udałem się korytarzem aż do samych izolatek. Nie odpuszczali mnie na krok. W oddali zobaczyłem Caroline. Czyli jej też się oberwie.
-Zagoiły Ci się ostatnie rany? Bo dzisiaj nabawisz się kolejnych. - śmieszkowali za moimi plecami. No tak, wyjście równa się kara cielesna. Ehh... I jeszcze oberwie za to ona, no cóż, czas spłacić ten ten dług czy jak to ona sobie go nazwała samemu. Podszedłem do niej i tych osobników. Złapałem jednego za ubranie.
-Czemu chcecie wrzucić ją do izolatki? - uniosłem głos.
-Za wymykanie się w nocy.
-To byłem ja.
-Jej ślady na rękach mówią co innego.
-Mówisz o tych? - wskazałem na jej ręce. -Ja je zrobiłem! - mój wzrok był bezwzględny. W tym czasie dwójka co mnie prowadziła podeszła z zamiarem obezwładnienia mnie. Puściłem tego jednego. I stanąłem bojowo nastawiony, trzymając ją za sobą.
-W porządku, skoro się przyznał, to tylko go wpakujcie. - tego się nie spodziewałem, samej pani Margaret.
<Caroline?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Popularne posty
-
Gdyby nie fakt, że chłopcy byli wstawieni, mogłabym rzecz, że ich polubiłam. Kiedy minęła piąta godzina śmiania się, śpiewania szant oraz d...
-
⇀Płeć: Kobieta ⇀Imię i nazwisko: Charline Rosemary Carter ⇀Ksywa: Charlie, Charlie Rose, Carter, Silver ⇀Wiek : 22 ⇀Data u...
-
Tamtej nocy nie spałem. Nie jestem właściwie w stanie wytłumaczyć dlaczego. To było tak, jakby sen się na mnie obraził i postanowił nie prz...
-
~ Savara, ogarnij się! – po raz kolejny, Azrael tego dnia dawał mi swoje wykłady - Japa… Azrael. – odparłam ponownie, chowając twarz w ram...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz