Położyłam się na łóżku, kot wbiegł przez uchylone drzwi, po czym wskoczył na poduszkę. Chwilę tak leżał z otwartymi szeroko oczami, jakby chciał się bawić i czekał na jakiś znak, skok, ale że nic takiego nie nadeszło, zamknął je, kładąc się wygodnie na brzuchu, pysk na łapkach i zasnął. Spojrzałam na Hache, który grzebał mi w szafkach. - To nie w tych - powiedziałem. - Tam mam ubrania - zmarszczyłam brwi, gdy wyciągnął moją bieliznę. Ukazał swą zdobycz, posłałam mu mordercze spojrzenie na które się zaśmiał, po czym odłożył ubranie i przeszedł do innych szafek. Opierając się o ścianę siedząc na łóżku patrzyłam jak w końcu wyciąga z dna szuflady dwa obrazki.
- Tylko tyle? - zapytał. Usiadł obok mnie na łóżku z dwoma rysunkami w dłoniach.
Biały szkic psa na czarnym tle podobał mi się. Spodobało mi się nawet takie malowanie, jednak czarny kolor już wyszedł. - Reszta nie wiem gdzie jest - usiadłam z tyłu opierając się o niego, kładąc brodę na jego głowie i przyglądając się swoim dziełom. Hache patrzył długi czas na psa, po czym ukazał drugi obrazek.
Tym razem czarny szkic pantery na białym tle, która się w ciebie gapi zaciekawiona. Chłopak znowu się temu przyglądał, tak samo jak ja. W końcu chwycił obrazki w dwie ręce, osłaniając każdy.
- Miałam gdzieś jeszcze smoka, ale nie wiem w której szafce - podniosłam głowę i spojrzałam na szuflady, jednak nic mi nie przyszło do głowy. - A najbardziej to podoba mi się pies - wskazałam palcem na stworzenie narysowane na pierwszym obrazku, czyli tego po lewej.
<Hache?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz